Życie to zbieranie punktów odniesienia

0
244

Mój ulubiony blogger Volant napisał ostatnio doskonały  tekst, który jest bardzo zgodny z moimi przemyśleniami. Pisał, że aby wiedzieć czego chce się w życiu, trzeba najpierw wiedzieć, czego się nie chce. Niby nic odkrywczego, ale jednak o wiele łatwiej żyje się ze świadomością, że porażki i bagna, w których tkwimy się kiedyś skończą i są nieodzownym procesem stwierdzania tego, jakie chcemy wieść życie. Jego wpis zainspirował mnie do poniższych przemyśleń.

Tak się składa, że wszyscy nie chcemy podobnych rzeczy…

… ale człowiek ma taki mechanizm, że wszystko, co najgorsze musi przeżyć na własnej skórze, aby dostrzec to, co naprawdę pozwala mu odczuwać szczęście. 

Jestem taka mądra, bo sama wielokrotnie popełniłam ten błąd i pewnie jeszcze nie raz popełnię. Setki historii, tysiące książek, a ja i tak im nie wierzę, dopóki sama przez coś nie przejdę. Opisałam to szczegółowo w tym wpisie pt. „Czym jest szczęście”.

Oto czego wszyscy nie chcemy w związku: Nie chcemy awantur, nie chcemy ciągłego spięcia, nie chcemy ciągłych pretensji i fochów, nie chcemy małych wojenek o byle gówno, nie chcemy czuć się jak bankomat, nie chcemy czuć się jak obsługa hotelowa z funkcją pani na telefon. Spędzenie czasu z osobą, której pozwalamy na takie zachowania wobec nas, pozwala nam zgromadzić punkty odniesienia, absolutnie niezbędne do tego, aby ułożyć sobie wizję związku jaki chcemy, czyli dokładnego przeciwieństwa.

Spotykamy więc na swojej drodze osoby, które dostarczają nam tych punktów odniesienia jak szaleni, dopóki raz na zawsze nie postanowimy, że już przestajemy angażować się w chore sytuacje. Z pomocą przychodzą terapeuci, kursy rozwoju duchowego i liczne lektury, po które można sięgać, bo sami pewnych schematów rodzinnych nie jesteśmy w stanie ogarnąć, choćbyśmy stanęli na rzęsach.

Wierzę, że dla każdego z nas czeka ktoś dobry…

…kto będzie nas traktował normalnie i komu będziemy mogli powiedzieć, (jeżeli będziemy mieli odwagę) „chcę się z Tobą zestarzeć”.

Ale najpierw musimy zrobić porządek ze sobą, bo inaczej ponownie przyciągniemy ten pierwszy typ – od awantur i fochów.

Dwie lektury były dla mnie przełomowe w tym zakresie i z czystym sercem mogę je polecić. Audiobook Ewy Foley pt. „Wybaczanie”  oraz „Radykalne wybaczanie – Tipping Colin C.” Nic jednak tak nie uporządkowało mi tematu relacji, jak kursy Nowych Ustawień Systemowych wg. Berta Hellingera, które odbyłam u Pawła Sowy. Wiem, że nie każdy jest gotowy, aby chcieć zrozumieć jak to, co widzieliśmy w domu, to co nasi rodzice widzieli w domu oraz ich rodzice, wpływa na to z kim się wiążemy i jak ta osoba nas traktuje.

Wracając do tematu – te punkty odniesienia usuwają z naszych głów hurra-optymizm, który twierdzi, że istnieje człowiek lub związek idealny, jedynie my go jeszcze nie odkryliśmy.

Odkrywa to się złoże złota. Związki się buduje, a ludzie mogą owszem być idealni DLA NAS.

Zbieranie punktów odniesienia dotyczy każdego aspektu życia – związków, pracy, miejsca zamieszkania, miejsca na wakacje. W swoim życiu mieszkałam w paru lokalizacjach – w ogromnym domu, w dużym mieszkaniu, w średnim mieszkaniu, w małym mieszkaniu, w jednym, małym pokoju. Kiedy wchodziłam w dorosłe życie, wydawało mi się, że szczęśliwa będę wyłącznie na ogromnej przestrzeni, ale potem życie pokazało mi jaką trzeba zapłacić za to cenę (nie tylko finansową) i postanowiłam, że dziękuję bardzo, postoję. (Albo „dziękuję, mam w domu kakao”, jak mówi moja Mama” ? )

Dzięki punktom odniesienia wiem, na czym mi zależy w miejscu, w którym mieszkam. W pierwszej kolejności zależy mi na wspaniałym towarzystwie. To ono powoduje, że nawet w słabym miejscu może być dobrze. W drugiej kolejności zależy mi na tym, aby więcej czasu panowała w nim cisza, niż hałas. W trzeciej kolejności zależy mi na tym, abym miała osobną przestrzeń do pracy, osobną do spożywania posiłków i osobną do spania. O tych trzech najważniejszych elementach dowiedziałam się dopiero niedawno, kiedy uzbierałam wystarczająco dużo, często kosztownych punktów odniesienia. Było warto. A czy Ty już stwierdziłaś/stwierdziłeś w jakim miejscu chcesz mieszkać?

Praca

W swoim życiu wykonywałam wiele ciekawych zajęć, w różnych miejscach, a siła wyższa dostarczyła mi takich wrażeń i przeżyć, których wiele osób mi zazdrościło. Zdecydowanie uzbierałam już na tyle dużo punktów odniesienia, aby dokładnie zdefiniować czego NIE CHCĘ w pracy, a za co dam się pokroić.

Rozmawiając z ludźmi na temat pracy, dostrzegłam parę aspektów, na które zwracali uwagę. Wielu z nich mówiło o wysokości wynagrodzenia – ono jest dla nich najważniejsze i są w stanie dać siebie naprawdę wiele, aby awansować lub wznosić swój biznes na wyższy poziom. Są też tacy, których rachunki bankowe były co miesiąc zasilane okrągłą sumą, mieli wszystkie możliwe karty MultiSport, ubezpieczenia i atrakcje, a mimo to odchodzili… ponieważ czuli, że stoją w miejscu. Jak powietrza  pragnęli rozwoju.

Mój przyjaciel przeprowadził się z Polski do Londynu, ponieważ firma dla której pracował nie dotrzymała danej mu obietnicy awansu na stanowisko menadżerskie.  Poznałam niedawno osobę, która z kolei przeprowadziła się do Polski bez żadnych pieniędzy i znajomości i poradziła sobie doskonale wyłącznie dzięki determinacji, przebojowości i ciężkiej pracy. Jej kraj i rodzina nie oferowały żadnych perspektyw. Każdy z nas ma swoją listę doświadczeń do przeżycia. Ważne, aby w miarę sprawnie wyciągać z nich wnioski.

Każda praca, przez którą teraz płaczesz w środku stanowi dla Ciebie potężną lekcję…

tego, czego nie chcesz, po to, abyś mógł wreszcie zdobyć taką, jaką CHCESZ.

Punkty odniesienia to nic innego jak porażki, „trudne” doświadczenia i sytuacje pozornie bez wyjścia. To takie poligony. To złote klatki i mini wojny. Kiedy toczysz walkę, to nie jesteś w stanie patrzeć przed siebie, ponieważ wtedy spuszczasz wzrok z przeciwnika. Jego może nie być już dawno, ale Ty nadal widzisz go większość dnia i swoją postacią przesłania Ci cały obraz. Te złe emocje totalnie przesłaniają szerszą perspektywę, która wyłoni się w odpowiednim czasie. Jeżeli tkwisz w takiej sytuacji, a ja również w paru takich byłam, to chcę Ci powiedzieć jedno. Wiem, że nie uwierzysz, ja też nie wierzyłam. Wiem, że nie chcesz tego czytać, ja też miałam wtedy w poważaniu takie wpisy. Ale jednak czytasz. To Ci powiem. Czas leczy rany, a po burzy wychodzi słońce.

Wszystko zawsze układa się pomyślnie.

Jeżeli jesteś obecnie w procesie zbierania ważnego punktu odniesienia to dzieje się to po to, abyś wiedział / wiedziała czego NIE CHCESZ NA PEWNO, NA 100%, NA BANK. To jest cholernie istotne do tego, aby móc w niedalekiej przyszłości,  odczuwać szczęście, czego serdecznie Ci życzę. Powodzenia!

Będzie mi miło, gdy zostawisz komentarz poniżej i udostępnisz ten wpis, jeżeli uważasz, że inni też go mogą potrzebować.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here