Najłatwiej pomagać zdjęciu

1
176

Przyglądałam się ostatnio burzy w mediach, głównie społecznościowych, którą wywołała sprawa Alfiego Evansa. I nie o tym będzie ten tekst, bo to, że to tragedia, niewyobrażalne cierpienie dziecka i rodziców – nie podlega żadnej dyskusji. Pomyślałam sobie natomiast jak dobrze byłoby, gdyby ta ogromna fala energii, chęci pomagania, pisania petycji, tysiące komentarzy na FB –  zostałaby spożytkowana inaczej, na konkretną pomoc jakiemuś Alfiemu, który jest blisko nas.

Czy zamiast pisać zaangażowane posty nie lepiej byłoby zaangażować się w konkretną pomoc? Wokół nas nie brakuje hospicjów, domów dziecka, cierpiących dzieci i ich rodziców (patrz chociażby protest w sejmie). Czy energia na pisanie petycji nie mogłaby pójść na pomoc matce, która nie może wyjść z domu, bo jej dziecko wymaga stałej opieki? Albo chociaż na wyjście na spacer z psem ze schroniska? A może dałoby się zrobić zakupy staruszce z klatki obok? No nie, jak przeczytałam ostatnie zdanie, sama poczułam że przesadziłam, że to słabe… Takie staroświeckie, wyświechtane, mało…. klikalne? I wymagające wyjścia z domu, ruszenia d… sprzed komputera, przy którym zbawiamy świat.

Człowiek jest mistrzem w oszukiwaniu samego siebie. Dbamy w swój wizerunek we własnych oczach i oczach innych, nawet jeśli trochę oszukujemy w tej grze… Pokazujemy w social mediach swoje zaangażowanie, walczymy o życie dziecka, którego gnębi zły system wiele kilometrów od nas, więc przecież nie możemy być źli, pomagamy przecież innym? Nie widzimy już tego, nie chcemy widzieć, że to fikcja, iluzja, że tak naprawdę nic nie robimy, nie ma w tym prawdziwego działania. To tak jak opowiadanie o trenowaniu zamiast pójścia na siłownię.

I żeby było jasne, ja też czasem pomagam wirtualnie, wspieram jakieś akcje, fundacje czy wspomagam czyjeś leczenie. To też jest potrzebne. Mam tylko świadomość, że wiele mnie to nie kosztuje, nie wkładam w to żadnego wysiłku, najwyżej kliknę wysyłając pieniądze.

Jesteśmy leniwi, a w dodatku nie lubimy stykać się z prawdziwym cierpieniem. Wolimy je oglądać na zdjęciu i zdjęciu wolimy też pomagać. Łatwiejsze to niż oglądanie prawdziwego płaczącego, zasmarkanego dziecka czy starego, śmierdzącego psa. Trzeba się wtedy spotkać ze swoimi emocjami, prawdziwym bólem, smutkiem, współczuciem, czasem wstrętem. Często słyszę takie zdanie: „ Nie mogę iść do schroniska wyprowadzić psa, bo ja nie dam rady, nie wytrzymam widoku tego cierpienia, chciałabym zabrać wszystkie psy”. I już jesteśmy usprawiedliwieni, jesteśmy tacy wrażliwi przecież… Ważniejsze jest nasze dobre samopoczucie, odcięcie się od cierpienia niż choćby chwila radości psiaka wypuszczonego z klatki czy zmęczony uśmiech chorego dziecka.

Jeśli więc chcesz pomagać  innym, nie dlatego że to dobrze brzmi, tylko że czujesz tę potrzebę naprawdę w sercu, znajdź kogoś namacalnego, realnego, kto potrzebuje konkretnej pomocy. I wtedy poczujesz prawdziwą wymianę, której nigdy nie poczujesz pomagając zdjęciu. Ta wymiana sprawi, że gdy pomożesz, poczujesz, że coś otrzymałeś. Miłość to jedyna wartość, która się mnoży, jeśli się ją dzieli.

 

Poprzedni artykułBo lubię… (nie)zdrowo żyć
Następny artykułAUTOANALIZA – 21 PYTAŃ DO SAMEGO SIEBIE
Joanna Sławińska
Joanna Sławińska – trener mentalny, przedsiębiorca, nauczyciel Calligraphy Health System (joga, Qi Gong). Autorka bloga i artykułów o tematyce związanej z psychologią, motywacją i współczesnymi bolączkami. Wspiera po trudnych doświadczeniach, uczy świadomego oddychania, pracuje z ciałem. Spełniona, radosna kobieta, która zamknęła trudny rozdział i otworzyła się na nowe. Pomaga ludziom w odnalezieniu ich wewnętrznego głosu, zbudowaniu w sobie oparcia i siły, zostawieniu za sobą trudnych przeżyć z przeszłości, działaniu mimo strachu. Towarzyszy klientom na drodze do dobrego życia. Jej mottem jest: Zostaw stare, zbuduj nowe.

1 KOMENTARZ

  1. Zmiana aktywnosci z klikania na pomoc w realu wiazałaby się nie tylko z przekierowaniem energii, ale przede wszystkim z wyjsciem z bezpiecznego schronienia jakie daje ekran komputera i staniecie twarza w twarz z innymi ludźmi. Pojawia sie obawa, czy moja propozycja pomocy bedzie dobrze przyjeta, może spotka się z odmową, a moze nawet będzie wyśmiana? Ktos moze zapytać nieufnie, jaki mam w tym interes? Sama miałam troche takie obawy kiedy rozpoczynałam, kilkanaście lat temu, moja prace jako wolontariuszka w Osrodku Pomocy Społecznej. Bałam sie tez że sie nie sprawdzę a jednak jakos to przemogłam. Rzeczywiście, najtrudniejszy był pierwszy krok, pokonanie własnych leków. Potem jest juz tylko łatwiej 🙂

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here