Mężczyzna upadły – koniec czy początek?

0
164

Wiesz, kiedyś analizowałem historię pewnego gościa.
Ten gość pochodził z nieciekawej rodziny.
Rodziny, w której ojciec pił, bił, odsiadywał wyrok za wyrokiem.
Ten gość bardzo pragnął tego, by było inaczej.
Był pracowity i ambitny. Ta pracowitość i ambicja powodowały, że czuł wewnątrz siebie palące pragnienie zrobienia czegoś więcej niż się po nim spodziewano. Jego charakter, połączony z palącym pragnieniem, doprowadził go na bieżnię sportową, gdzie zaczął osiągać swoje pierwsze małe sukcesy.
Ten gość od razu pokochał sport – pokochał dlatego, że w sporcie ocenie poddawany jest wynik, jaki się osiąga a nie to, kto go osiąga.
Konsekwencja i upór, które zdobył jako młody chłopak, pozwoliły mu „wyjść na ludzi”. Skończył technikum, potem studia.
Założył rodzinę, dostał pracę. Wiedział, jak efektywnie posługiwać się swoimi mocnymi stronami. Bardzo szybko awansował.
Sukcesy zawodowe powodowały, że czuł się silny i wszechwiedzący.
Wiesz, ten gość nawet nie zorientował się, kiedy woda sodowa uderzyła mu do głowy. Przestał szanować ludzi, może nawet przestał szanować sam siebie.
Rozbił rodzinę, stracił pieniądze, dom. Upadł.
Małe miasteczko, w którym żył nie było dla niego najlepszym miejscem do podniesienia się po upadku.
Musiał decydować, ponieważ w tym małym miasteczku trzymała go jedna osoba – syn. On wiedział, że to będzie jedna z najtrudniejszych decyzji w jego życiu. Kiedy wychodził z walizkami za próg domu płakał jak dziecko, przez zaciśnięte zęby wyrzucając słowa: „Będzie ze mnie dumny”.
Wiesz… może to zabrzmi banalnie, ale ten gość mieszkając 200 km od domu był obecny dla swojego syna, był zawsze. Rozpoczęcie i zakończenie roku szkolnego, imieniny, urodziny, zapalenie płuc, wyrywanie zęba… Po prostu był, bo wiedział jak tego „bycia” jemu w dzieciństwie brakowało.
Podniósł się i zaczął budować wszystko od podstaw.
Miał konkretny plan tego co i kiedy chce osiągnąć zawodowo.
Realizował ten plan perfekcyjnie, ale zabrakło w nim miejsca na najbliższych. Ten gość wtedy nie potrafił utrzymać balansu między pracą a domem.
Jego kolejny związek rozpadł się. To dziwne, bo prawdziwej rodziny pragnął dużo wcześniej i dużo bardziej niż wielkich pieniędzy, biur na najwyższych piętrach wieżowców i stanowisk.
Dostrzegł, że na szczycie jego zawodowej góry jest bardzo pusto.
Upadł po raz drugi.
Na jego drodze pojawiła się kobieta. Zakochał się.
Dostał szansę – nie był jeszcze wtedy świadomy, że była to szansa od Boga.
Bagaż doświadczeń, który obydwoje nieśli na swoich plecach, stał się kotwicą relacji. Wiedział, że chce stworzyć prawdziwą rodzinę.

Zostawił pracę i podjął decyzję o założeniu własnego biznesu.
Jego „przyjaciele” nie mogli tego zrozumieć – przecież zarabiał gromadę pieniędzy, miał piękny gabinet, służbowe auto i był WAŻNY. Ale on nie chciał znowu popełnić tego samego błędu. Chciał stworzyć rodzinę, w której będzie obecny. Wiesz – udało mu się to.
Ten gość idzie z podniesioną głową i wcale nie dlatego, że nie ma już problemów. Przeciwnie – miał i ma ich może nawet więcej niż w przeszłości, ale to nie jest już tak istotne, bo zyskał o wiele więcej niż kiedykolwiek mógł sobie wymarzyć.
Teraz chętnie dzieli się swoją historią pomagając innym nie popełniać błędów, które on popełniał.

Wiem to wszystko, bo tym gościem jestem ja☺.

Nawet jeśli teraz jesteś na dnie, bo upadłeś to pamiętaj, że upadek nigdy nie jest końcem – upadek zawsze jest początkiem.
Wyryj to sobie w głowie i sercu i nigdy więcej nie bój się gonić za swoim szczęściem!!!

Z wyrazami szacunku,
Andrzej.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here