Facebook a prawdziwe życie

1
312

Spotkałam się ostatnio z moją koleżanką ze szkolnej ławki, obecną mamą trójki małych dzieci. Pijemy kawę, rozmawiamy o starych, dobrych czasach. Omawiamy tematy pracy, związków i innych babskich trosk. Mówię jej o mojej pracy w branży rozwoju osobistego. Opowiadam jej o tym, że wiele lat temu pojechałam na pewne szkolenie i od tamtego czasu korzystam z niego CODZIENNIE, co jest ewenementem. Dodatkowo mam teraz możliwość promowania go w internecie i pracy nad jego propagowaniem, z czego jestem bardzo zadowolona. I kiedy sobie tak rozmawiamy o życiu i pracy, Kasia nagle wyskakuje z komentarzem…

„wszyscy są szczęśliwi, tylko nie ja…”.

Przerywam mój słowotok, skupiam wzrok na jej oczach i pytam nieśmiało „po czym wnosisz, że wszyscy są szczęśliwi?” Chwilę myśli i wreszcie mi odpowiada „po ich wpisach i zdjęciach na Facebooku. Ja nie mam co wrzucać, bo mój świat to pieluchy i niewysypianie się. Mam wrzucać zdjęcia mnie zmęczonej? Kto by to chciał oglądać?”. W tym momencie doznaję zonka. Mądra, wykształcona i oczytana osoba uznała, że wyznacznikiem czyjegoś szczęścia są statusy i obrazy na mediach społecznościowych. Houston, we have a problem. 

Jakiś zator w neuronach? Coś nie halo w mózgu? Za dużo cukru? Co jest?

Wróciłam z tym tematem do domu i zaczęłam dumać. Dlaczego nikt nie wrzuca zdjęć pełnych pieluszek swoich pociech, worów pod oczami z rodzicielskiego przemęczenia, nie opowiada ze szczegółami jakie dolegliwości miał podczas grypy żołądkowej, albo dlaczego nie może zasnąć trzeci miesiąc z rzędu? Są za to zdjęcia zdobytych w maratonach medali, dyplomów, nowej fryzury i najdłuższej dotychczas trasy w Endomondo. Są wyeksponowane muskuły i płaskie brzuchy. Są uśmiechnięci i wypoczęci ludzie, którzy w kolejnej sekundzie być może pokłócili się ze swoim partnerem o to, że znowu zbyt długo patrzyli w telefon, zamiast na niego. Tego już na Facebooku jakoś nie widać. Są zdjęcia w tle, pokazujące szczęśliwą rodzinę kobiety, która od roku skrycie marzy o rozwodzie. Wiem, bo rozmawiam z ludźmi.

Koleżanka zwierza mi się, że bardzo tęskni za swoją babcią, która jako jedyna na świecie kochała ją bezgranicznie i bez oceniania. Wszystko, co robiła, było dla jej babci absolutnie bezbłędne i ona sama czuła się przy niej doskonała. Jej śmierć była dla niej ciosem w samo serce. Nie muszę nikomu mówić jak bardzo akceptacja innych ludzi, jest nam potrzebna do poczucia szczęścia.  Niestety znaleźliśmy ją w telefonach. Niestety nie jest ona prawdziwa. Lajki nie są prawdziwe. Komentarze nie są prawdziwe. Reakcje nie są prawdziwe. To wszystko to teatr.

Gdyby ludzie chcieli konfrontować prawdziwe życie, nie oglądaliby telewizji, nie czytaliby gazet i nie korzystaliby ze smartfonów

Media społecznościowe oraz tradycyjne dają nam… ucieczkę przed samym sobą. Zmierzyć się bowiem ze swoimi demonami i problemami – w ciszy i spokoju jest dla wielu ludzi nie lada wyzwaniem. Jest też wolnością.

Żyjemy w czasach, w których 15-letnia dziewczyna nie zerwie z chłopakiem, z którym się męczy, ponieważ nie chce, aby napisał na Facebooku, że jest zdzirą. Czeka, aż on zerwie z nią pierwszy. „Co, jeśli ktoś mu w to uwierzy?” cytuje mi ją jej zatroskana mama. W czasach, w których hejt koleżanek i kolegów ze szkoły może wywołać czyjeś samobójstwo. Cieszę się, że nie miałam takich problemów w liceum. W czasach, w których wizerunek w mediach społecznościowych może się przekładać na pozyskiwanie klientów i wartość na rynku pracy. Lepiej więc, aby był nieskazitelny… Czyżby?

Czy tymi komentarzami i tymi lajkami nakarmisz swoją duszę? Czy możesz się do nich przytulić? Czy przyniosą Ci ukojenie w trudnych chwilach? CZY SĄ PRAWDZIWE?

Dlaczego na Facebooku nie masz co szukać PRAWDY?

Nie chcemy pokazywać, że z czymś sobie nie radzimy, że coś nas przerasta. Nie chcemy pokazywać, że nasza codzienność, to nie czerwony dywan i tęcza, ale często mozolna praca nad tym, żeby zapłacić rachunki, utrzymać związek, zrealizować marzenia, kupić wszystko, co trzeba dzieciom. Nikt się nie chwali, że nie ma obecnie czym… Patrzymy na innych, porównujemy się do nich i popadamy w zniechęcenie i zwątpienie w siebie. Niepotrzebnie. Zupełnie bezsensownie nie chcemy pokazywać, że jesteśmy ludźmi. Daliśmy sobie wmówić, że powinniśmy być kimś więcej, niż zwykłym człowiekiem. „Bądź nieprzeciętny, bądź lepszą wersją siebie, bądź kimś lepszym, KIMŚ INNYM” krzyczą.

Nie lepiej być sobą?

Mam takie przeczucie, że…

..im więcej człowieka w człowieku, tym lepiej.

1 KOMENTARZ

  1. To wielka prawda. Ludzie po prostu grają. I to na potęgę. A Ci co nie grają oskarżani są o udawanie. Czasami mam wrażenie, że nie wiem gdzie jest rzeczywista rzeczywistość. Wtedy na szczęście zaglądam w głąb siebie.

    Lubię Twoje teksty 🙂

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here