Dlaczego tak usilnie staramy się dostać po dupie?

0
275

Dlaczego uwielbiamy czekać na ostatnią chwile, aż dostajemy od życia potężny łomot, by dopiero wtedy podjąć jakiekolwiek działanie?

Dlaczego nie robimy nic, póki jeszcze mamy czas?

Dlaczego? Dlaczego? Dlaczego?

W życiu prawdziwą motywacje, czyli chęci do działania uzyskujemy po przez inspiracje lub desperacje. Jaki sposób motywacji jest silniejszy?

Niestety, ale w większości jest to desperacja. Zastanówmy się nad tym przez chwile….

Ludzie, aby zaczęli coś zmieniać w swoim życiu muszą zostać przyparci do ściany. Nawet można powiedzieć, że specjalnie czekają na ten moment. Ale gdybym się teraz zapytała każdego, to i tak większość by zaprzeczyła – oczywiście. Ale prawda jest inna. Nie robią nic ze swoim życiem, pracą, biznesem, związkiem, relacjami, zdrowiem, bo…nie muszą do momentu koniecznego. Do momentu, kiedy to życie egzekwuje od nich działania.

Kiedy nagle szef wypowie im umowę i zostaną na bruku. Kiedy skończą się oszczędności. Kiedy komornik będzie usilnie próbował przejąć mieszkanie. Kiedy rodzina go opuści. Kiedy będzie tak dużo pił/ćpał, aż straci poczucie rzeczywistości i każdy się od niego odwróci. Kiedy dla osoby otyłej wejście po schodach na 2 piętro czy zawiązanie sznurówek, będzie niemożliwością. Kiedy same myśli o Poniedziałku powodują depresje, bóle głowy czy myśli samobójcze. Kiedy już na początku miesiąca wiesz, że nie masz na zapłatę czynszu oraz wynagrodzeń dla pracowników. Kiedy Twój partner po raz kolejny „ostatni raz” podnosi na ciebie rękę, gnębi cię psychicznie czy zdradza na prawo i lewo. Kiedy „nagle” tracisz przytomność, twoje wyniki są złe i trafiasz do szpitala.

Dlaczego lubimy czekać? Dlaczego zawczasu nic nie robimy? Przecież po drodze mamy tyle możliwości zmiany. A my tylko sobie obiecujemy – Pewnego dnia….

No i ten dzień nadchodzi! A my czujemy się jakby nasz świat legną w gruzach. Podświadomie wiedzieliśmy, że to nastąpi, że przeleje się miarka, ale no właśnie, nic nie robimy.

Ile razy słyszę, kiedy ktoś zaczyna nowy biznes, ma nowe możliwości i nic z tym nie robi…. Nawet nie można tutaj powiedzieć o wyczerpaniu energii, bo żadna energia nie została użyta. Nic a nic, a potem mówi, że coś nie działa… Tak samo ludzie podchodzą do związków. Coś zaczyna się niedobrego dziać i gdy można na samym początku pewne kwestie rozwiązać, odzyskać szacunek, wspólny czas, utracony romantyzm, czy namiętny sex – pogrążamy się z dnia na dzień i nie robimy nic. Aż w końcu przestaje nam się chcieć dzielić życie z tą osobą. Odchodzimy z nieprzerobionymi lekcjami, z lenistwem i oddaniem kontroli komuś innemu. A potem sytuacja się powtarza.

Często po prostu nie chcemy się zmierzyć z własnym życiem. Nie interesują nas książki z rozwoju osobistego, seminaria czy szkolenia. Nie chcemy tak naprawdę dostrzec w jakim miejscu jesteśmy. Nie chcemy, bo to boli. Dlatego czekamy na ostatnią chwile, aby wkroczyć do akcji. Kiedy jesteśmy przyparci do muru i nie mamy już wyjścia poza działaniem i wzięciem spraw we własne ręce – zaczynamy działać. Już mamy gdzieś to co inni o nas pomyślą, czy nas odrzucą czy nie, czy coś wypada zrobić czy nie. Wtedy to wszystko się nie liczy. Liczy się przetrwanie!

Liczy się to, jak szybko znajdziesz prace i będziesz mógł utrzymać rodzinę. Liczy się to, abyś miał, gdzie mieszkać i co zjeść. Aby nikt z twoich bliskich już nigdy nie cierpiał z powodu głodu, mrozu, czy braku bezpieczeństwa.

Liczy się to, aby jak najszybciej znaleźć środki na spłatę należności. Aby już nigdy nie musieć uciekać przed wierzycielami i żyć w ciągłym strachu.

Liczy się to, abyś mógł cieszyć się wspólnym czasem ze swoją rodziną. Abyś o nią dbał, kochał i spędzał razem najpiękniejsze chwile.

Liczy się to, abyś w końcu wytrzeźwiał i wziął życie w swoje ręce. Abyś uzmysłowił sobie, że nieważne w jakiej jesteś sytuacji, zawsze możesz ją odmienić. A używki jedynie cię ogłupiają i dają złudne myślenie, że jest ok (że już cię nie boli tak bardzo), ale to kłamstwo.

Liczy się to, aby nic cię nie ograniczało czy uzależniało. Abyś mógł sobie w życiu samemu poradzić z lekkością i swobodą.

Liczy się to, abyś robił to co lubisz i chodził do pracy z uśmiechem na ustach. Aby twoja praca cię rozwijała i dawała poczucie spełnienia oraz szczęścia.

Liczy się to, abyś zbudował cudowną firmę, która dba o swoich pracowników i jest w pełni wypłacalna. Abyś z przyjemnością wręczał premie i opłacał wszystkie należności przed czasem.

Liczy się to, aby twój dom był miejscem miłości, ciepła i poczucia bezpieczeństwa. Abyś już nigdy się nie bał o życie swoje czy dzieci.

Liczy się to, abyś pozostał w dobrym zdrowiu na długie lata twojego życia. Abyś mógł cieszyć się swoimi dziećmi, wnukami czy prawnukami. Abyś dbał o siebie, odżywiał się prawidłowo i unikał stresu. Abyś nie był dla nikogo ciężarem. Abyś kochał swoje ciało.

Więc jeżeli nasza podświadomość to wie, a ty po raz kolejny to słyszysz, to odpowiedz sobie szczerze na pytania:

– Czy warto czekać na ostatnią chwile?

– Czy jesteś gotowy przyjąć wszelkie konsekwencje twojego zwlekania?

– Jak bardzo potrzebujesz cierpieć?

– Kogo z Twoich najbliższych wybierasz na wspólne cierpienie? Żonę, męża, dzieci, rodziców…..? Czy oni zasługują na ból, który im ofiarujesz swoją ignorancją i zwlekaniem?

– Jaki przykład chciałbyś dać swoim dzieciom?

– Jak bardzo potrzebujesz przekreślić wszystko, do czego tak długo dochodziłeś?

A może ciągle się karzesz rozpamiętując przeszłość?

Jeżeli odpowiedziałeś sobie szczerze na te pytania, to już wiesz, że właśnie teraz musisz coś z tym zrobić. Może jeszcze nie jest za późno?

Nie oszukasz siebie raz jeszcze, bo zbyt dużo emocji kosztował cię ten wpis…..

Czy wiec jesteś gotowy na działanie po przez inspiracje czy może dalej desperacje?

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here